W lutym 1977 roku spokojne Rakoniewice na chwilę zamieniły się w plan filmowy. Dziś mało kto pamięta, że właśnie tutaj kręcono sceny do serialu “Jak cudne są wspomnienia” (odcinek “U nas na prowincji”) w reżyserii Stanisława Janickiego – twórcy legendarnego programu “W starym kinie”.
Historia ta została opisana już w 2010 roku w artykule opublikowanym na portalu Wiadomosci24.pl (obecnie NaszeMiasto.pl). Kilka lat później, w 2014 roku, mieliśmy okazję skontaktować się z autorką wspomnień – ówczesną naczelnik poczty w Rakoniewicach – która doprecyzowała wiele szczegółów związanych z pobytem filmowców w naszym mieście.
Filmowcy przyjechali do Rakoniewic, ponieważ zachwycił ich klimat prowincjonalnego miasteczka. Szczególną uwagę zwróciły dwa miejsca – dworzec kolejowy oraz budynek poczty. Jak wspominała nasza rozmówczyni, twórcom zależało na pokazaniu połączenia “starego i nowego”. Właśnie dlatego wybrano rakoniewicką pocztę z jej charakterystycznym układem wnętrza.

Poczta w Rakoniewicach. Fot. zbiory DziejeRakoniewic.pl
Naprzeciw wejścia znajdowało się nowe okienko pocztowe, a z boku – małe, stare okienko, którego od dawna już nie używano. To zestawienie idealnie wpisywało się w klimat serialu.
W jednym z ujęć przed okienkiem pojawiali się młodzieńcy z ogromnym koszem kwiatów. Byli to aktorzy związani z kabaretem “Elita”. Według scenariusza mieli kupować znaczki z traktorem Zetor i jednocześnie flirtować z “panienką z okienka”. W tle przewijał się motyw znany z przedwojennego filmu “Książątko” z 1937 roku.
Na czas zdjęć Rakoniewice zamieniły się w filmowe “Radoliszki”. Nad wejściem na dworzec PKP zawisł specjalny napis z nową nazwą miejscowości. Kręcono sceny zarówno na stacji kolejowej, jak i przed samą pocztą. W jednym z ujęć pojawił się nawet wóz konny przejeżdżający ulicą.

Stacja kolejowa w Rakoniewicach. Fot. zbiory DziejeRakoniewic.pl
W produkcję zaangażowani byli między innymi Stanisław Janicki, Dorota Ostrowska oraz Zbigniew Żmudzki. Jak wspominała nasza rozmówczyni, to właśnie ich zapamiętała najlepiej, ponieważ byli bardzo aktywni podczas realizacji kolejnych scen.
Nie obyło się również bez zabawnych sytuacji. Największe zamieszanie wywołała scena, podczas której młodzi aktorzy z kwiatami mieli wejść do budynku poczty. Kamera ruszyła, padł klaps… ale drzwi pozostały zamknięte. Powód? Dokładnie o godzinie 12 jedna z pracownic – zgodnie z codziennym przyzwyczajeniem – zamknęła wejście na czas przerwy. Jak po latach wspominała uczestniczka wydarzeń, wywołało to spore poruszenie na planie i konieczność powtarzania ujęcia.
Sama również wystąpiła w filmie. Jej zadaniem była obsługa starego okienka pocztowego i obserwowanie wydarzeń rozgrywających się w holu. Był to niewielki epizod, ale – jak przyznała – właśnie wtedy po raz pierwszy mogła zobaczyć z bliska, jak naprawdę wygląda praca na planie filmowym.

Kadr z filmu “U nas na prowincji” – jak cudne są wspomnienia. Źródło: TVP Polonia.
Choć ekipa przebywała w Rakoniewicach zaledwie dwa dni, wydarzenie na długo zapisało się w pamięci osób, które miały okazję je obserwować. Był luty, było zimno i trudno dziś powiedzieć, ilu mieszkańców angażowało się wtedy w filmową przygodę. Dla wielu było to jednak coś zupełnie niezwykłego – małe wielkopolskie miasteczko nagle stało się częścią telewizyjnej produkcji.
Dziś ta historia pozostaje niemal zapomniana. A szkoda, bo to jeden z tych małych epizodów, które pokazują, że nawet w spokojnych Rakoniewicach działy się rzeczy naprawdę niecodzienne.
- Źródło: Naszemiasto.pl
- Zdjęcia: TVP Polonia

